o szkole
kursy i szkolenia
gdzie i jak
terminy i ceny
treningi
obozy wspinaczkowe
trekkingi i wyprawy
przewodnictwo tatrzańskie
via ferraty
ekipa
nasi partnerzy
galeria
o mnie kontakt

 Waldek Niemiec
 waldek@kilimanjaro.com.pl
 tel. kom.    0609-055-363
 ul.Zdrojowa 126, Lusina
 30-698 Kraków
 NIP: 679-116-89-85
 nr konta
 BRE SA 88 11402004 0000
 3602 2395 4122    

 

o mnie

  • Krótko o sobie:

    Na karku mam trochę ponad czterdzieści wiosen, chociaż jak to zwykle bywa w tym wieku, mentalnie jestem w czasach początków mojego wspinania. A było to wiele lat temu... O teraźniejszości przypominają mi na co dzień moja żona Renia oraz czwórka urwisów: Iga, Igor, Zuzanka (formalnie Inez) i Hania.

    Zawodowo zajmuję się zarządzaniem firmą, pracowałem przez wiele lat jako manager, a czas wolny w całości wypełniało mi wspinanie i prowadzenie szkoleń. Kilka lat temu rzuciłem pracę (lub jak kto woli na odwrót) i teraz wyłącznie szkolę adeptów wspinania w skałkach, w Tatrach latem i zimą, w Alpach i Dolomitach, a w wolnych chwilach prowadzę trekingi poCzarnej Afryce i nie tylko.
    Włóczyłem się latami po całym świecie, mieszkam prawie od urodzenia w Krakowie i tu działam, ale najlepiej czuję się w rodzinnym Dynowie.

  • Dłużej o wspinaniu:

    Wspinam się od 1980 roku. Miałem wtedy 15 lat i blade pojęcie na czym ma polegać ta zabawa. Przeszedłem klasyczne stopnie wtajemniczenie: kurs skałkowy i tatrzański, samodzielnie Tatry w lecie i później w zimie. To zajęło mi 4 lata i cieszę się, że je przeżyłem bez wypadku.

    Później jak to zwykle bywa: Dolomity i Alpy. Spędziłem tam wiele sezonów latem i zimą, zrobiłem wiele dróg na mniejszych i większych ścianach. Po sześciu latach intensywnego wspinania i ukończeniu stosownych kursów zostałem instruktorem PZA (wówczas najmłodszym w Polsce).

    No i wtedy już zdałem sobie sprawę, że tak będzie wyglądało moje życie.

    Zrobiłem do tej pory gdzieś z tysiąc dróg w Tatrach latem i zimą, w tym kilka nowych mojego autorstwa, ponad setkę dróg w Dolomitach i Alpach. Kilkoma z nich można się nawet pochwalić: Pająki na Kazalnicy klasycznie, Superdirettissima Kazalnicy w zimie w 1,5 dnia, Łapiński-Paszucha na Kazalnicy w zimie w 5,5 godz., Filip i Flamm na Civettcie w 8,5 godz., Hasse-Brandler na Cima Grande di Lavaredo, pierwsze polskie przejście Czerwonego Filara na Tofana di Rozes to takie pierwsze z brzegu.

    Generalnie najbardziej odpowiada mi wielodniowe wspinanie w dużych ścianach.

    Z czasem zaczęły się dalsze wyjazdy.
    Pierwszym i na pewno wielkim doświadczeniem była wyprawa do Patagonii (Argentyna) w 1986 roku. Pojechaliśmy tam aby zrobić nową drogę na Cerro Tore. Nic z tego nie wyszło. Przerzuciliśmy się na sąsiedni 1200 metrowy filar Aig. Pouancenot, ale przez miesiąc mieliśmy zaledwie 3 dni pogody i trzeba się było zwijać...

    Natomiast niewątpliwym sukcesem zakończyły się nasze ostatnie dwa wyjazdy:

    Z ekipą wspaniałych przyjaciół wybraliśmy się do Mali (Zachodnia Afryka) i tam zrobiliśmy nową drogę na Kaga Tondo w masywie Ręki Fatimy. To niewiarygodne, ale prawie z piasku i kamieni półpustyni wyrastają tam 600 metrowe pionowe, piaskowcowe ściany. I środkiem największej z nich poprowadziliśmy nową drogę. Kilkanaście wyciągów wspinania, z których tylko kilka pierwszych poniżej 6, a najtrudniejszy 7a+ i 2xA0. A wszystko to w palącym słońcu zwrotnikowej Afryki.

    Ten sukces tak nas zmobilizował, że w tym samym, zaprawionym w bojach składzie, pojechaliśmy na Madagaskar. Kilka lat temu odkryto tam 800-metrowe, granitowe ściany, nietknięte przez wspinaczkową gawiedź. K. Albert i B. Arnold zrobili tam pierwszą drogę i środowisko obwołało masyw Tsaranoro "nowym Yosemite". Rzucili się tam robić nowe drogi i K.Albert z B.Arnoldem i M. Piola i L. Hill. No i my także. Znowu nam się udało. Zrobiliśmy dwie nowe drogi, przy czym ta druga naprawdę honorna. 600 metrów idealnie pionowego granitu bez najmniejszej ryseczki. Trudności od 6a (najłatwiej, pierwszy wyciąg) do 7b+ (7a obligat.), przy czym tylko kilka było poniżej 6c.
    Wszystko to w zasadzie spokojnie i bez zbędnej szarpaniny w prawdziwie rajskim otoczeniu.

    I właśnie podczas ostatnich wypraw zaczęła mnie drążyć taka myśl: co ja robię w garniturze za biurkiem? Przecież moje miejsce jest zupełnie gdzie indziej.

    Stąd już była krótka droga do powrotu na stałe w skałki i góry.

    Przy okazji wypraw, wędrówek i włóczęgi po świecie poznałem realia, ludzi i ciekawe miejsca. Zaowocowało to pomysłem na trekkingi i wyjazdy dla ludzi wymagających czegoś więcej niż zatłoczone plaże i tłum zblazowanych białasów w otoczeniu japońskich wycieczek typu "Europa w 5 dni". Nie mam na myśli wypraw wspinaczkowych (chociaż i takie prowadzę), ale wyjazdy dla zwykłych ludzi. Może nie do końca zwykłych, bo trzeba mieć jakąś "iskrę Bożą", żeby wybrać się do Afryki nieskomercjalizowanej. Zdecydowanie najciekawszą i najbardziej wymagającą jest wyprawa samochodowa po Mali. Ale naprawdę warto. W każdym razie ja jeszcze nic bardziej magicznego nie spotkałem...

    do zobaczenia w skałkach, Tatrach, Dolomitach, Alpach, Afryce itd. itp.



powrót na początek



 
przygody